Kuratorzy sądowi, szeryfowie Polski D

Udostępnij

Wystarczy poprosić: opowiesz o najcięższym momencie w zawodowej karierze? Później słyszysz, jak włosy na głowie stają ci dęba. Każdy doświadczony kurator ma w swoim arsenale historię o mocy broni masowego rażenia.

– Opowiesz? – proszę Gosię. Jako kurator dla dorosłych przepracowała już grubo ponad dekadę.

Opowie.

Poszła na wywiad zlecony przez sąd. To zawsze spora niewiadoma, bo gdy idziesz do swojego podopiecznego, wiesz przynajmniej, czego możesz się spodziewać. A tu? Nie wiesz nic. Na kartce masz tylko adres i nazwisko. Gosia pamięta, jak wciskała dzwonek. Jak drzwi otworzył pan w średnim wieku. Jak zaprosił do środka. Drzwi zamknął za nią na klucz. Weszła do pokoju. Siadła w fotelu. Kazał wstać. „To mój fotel, ja tu będę siedział” – powiedział powoli. W głosie miał coś niepokojącego. Dodał: „Nie jestem w stanie odpowiedzieć na ani jedno pani pytanie, bo nie zostałem uprzedzony przez sąd”. Zerknęła na mężczyznę i zobaczyła w jego oczach obłęd. Tak, obłęd to dobre słowo. Siadła na skraju wersalki, kilka razy mu przytaknęła. Nie ważyła się sprzeciwić ani jednej, głoszonej mądrości. W głowie trwała gonitwa myśli. Co zrobić, by jak najszybciej wyjść z tego domu? Mijały długie minuty. Mężczyzna opowiadał historię życia. Chwilami w tak emocjonalny sposób, że musiała go uspokajać. W końcu, po dwóch godzinach, ją wypuścił. Poczuła ulgę, wypełniła formularz wywiadu, pojechała do domu.

– No i co jest strasznego w tej opowieści?
– Niedługo później ten pan zastrzelił swoją żonę, dwóch synów i na końcu siebie.

Teraz Darek.

– Opowiesz? – proszę go. Jako kurator rodzinny przepracował już grubo ponad dekadę.

Opowie.

Był już po robocie i tkwił we własnej kanapie, gdy zadzwonił telefon. Komunikat w słuchawce był tak dramatyczny, że aż nieracjonalny. Wsiadł w auto, pognał ulicami Gdańska. Nie pamięta drogi. Może trochę obawiał się tego, co zastanie na miejscu? Dojechał. Szaro, biednie, jak zawsze. Zaniedbana kamienica z czerwonej cegły. Wejście na klatkę, wilgoć w nozdrza. Schody. Jedno piętro, drugie, trzecie. Odrapane ściany całe w hieroglifach wybazgranych z markera za złoty dziesięć. Dobrze, że jedno z dzieci, widząc całą sytuację, w strachu zadzwoniło do swojej nauczycielki. Ona do dyrektorki. Dyrektorka na policję. Policja do sądu. Sąd do Darka, by jechał ustalić fakty. Matka nie chciała dzwonić na 112, żeby nie robić afery. Gdy tylko kurator wszedł do mieszkania i zobaczył dziewięcioletnią Kasię, od razu wezwał karetkę i policję.

Pomyślisz pewnie, że widok szram na szyi dziewięciolatki, która próbowała popełnić samobójstwo wieszając się na sznurku od bielizny, potrafi obudzić człowieczy odruch w nawet najbardziej zagubionych jednostkach. Błąd. Nie ma takiego dramatu, który nie mógłby utonąć w morzu wódki, chmurach papierosowego dymu i bezmiarze rodzicielskiej obojętności.

Matka: alkoholiczka. Ojciec: alkoholik, do tego skazany za znęcanie się nad rodziną. Babka: alkoholiczka. Dom: skrajnie zaniedbany, smród bijący przez drzwi i okna. Dziewczynka w szkole: wyszydzana. Dziewczynka w domu: niekochana, rzucona w kąt jak pusta paczka po mentolowych chesterfieldach. Doprowadzona do stanu, w którym zawiązanie pętli na sznurze miało być rozwiązaniem wszystkich problemów. Że tak można, dowiedziała się z telewizji. Darek osobiście wiózł ją później do szpitala psychiatrycznego. Podleczyli, wróciła do domu. Do mamy. A mama rozanielona, bo mąż w areszcie powiesił się na prześcieradle. Zdążyła znaleźć nowego chłopa. Założyła krótką, czarną spódniczkę, umalowała usta czerwoną szminką. Wyszła z domu, nie wróciła. I znów telefon do Darka. Jazda przez Gdańsk, kamienica, wilgoć, jedno piętro, drugie, trzecie. Kasia, jedna siostra, druga, trzecia. Samochód, dom dziecka.

– Ta sprawa mnie zmiotła. Moja córka też miała wtedy dziewięć lat – zdradza Darek. – Krzywda i cierpienie dzieci to rzeczywistość, w której brodzimy codziennie. Nie da się do niej przyzwyczaić. Nie da się jej zostawić na wycieraczce, odciąć od niej. To nie jest robota, po której ściągasz kombinezon i do własnego domu wchodzisz z czystym umysłem. Nie po takich scenach.

Psycholog z urzędu? Dla policjanta uczestniczącego w odebraniu dziecka – tak. Dla kuratora uczestniczącego w tym samym odebraniu – nie. Nie przysługuje. Radź sobie sam. Musisz być ze stali i betonu.

Paweł Kapusta/magazyn.wp.pl

Top