O młynarzu zamordowanym pod Sitnem. Legendy Ziemi Ścinawskiej Historia Wiadomości by rs - 25 lutego 202425 lutego 20240 Udostępnij Po ukazaniu się dwóch zbiorków ścinawskich legend, otrzymałem wiele informacji o różnych miejscach „gdzie straszy”. Wdzięczny jestem moim respondentom, gdyż informacje te pomogły mi bardzo w mojej dalszej pracy. Świadomie jednak wybrałem te opowieści, w których dało się doszukać ziarna historycznej prawdy. Pominąłem więc wszystkie, które dotyczyły zjawisk parapsychologicznych, ponieważ celem moim było ukazanie bogactwa i niepowtarzalnej barwy naszej ziemi. Obecne opracowanie legend ścinawskich powstało jako kontynuacja dotychczasowych opracowań. Odnajdujemy tu odwieczne ludzkie pragnienia odnalezienia ukrytych skarbów, wiary w duchy. Bohaterowie opowieści dokonują rozmaitych, często nadzwyczajnych czynów. Za dobre są nagradzani, za złe – karani. Mała dziewczynka odbiera nagrodę, ponieważ dzięki sprytowi i zaradności udaje się jej poskromić groźnych rzezimieszków. Innym razem okrutnego zbója, który bezlitośnie grabił i mordował swoje ofiary, spotyka sroga kara. Dziś w tych zebranych ułomkach dawnych tradycji można odnaleźć echa minionych epok, ludzi podobnych do nas, którzy tylko dzięki legendom przetrwali w pamięci potomnych, marzenia o zwycięstwie dobra nad złem. Moi rozmówcy zadawali mi wielokrotnie pytanie: czy ja sam wierzę w legendy? Pozwólcie Państwo, że jednak i tym razem uchylę się od odpowiedzi. Opracowując niniejszy zbiór legend trzymałem się zawsze maksymy znanej wśród kronikarzy: „Ja nie chwalę ani nie ganię. Ja tylko opisuję…” Antoni Merta O młynarzu zamordowanym pod Sitnem Jeszcze w latach siedemdziesiątych minionego wieku, przy drodze z Sitna do Ścinawy stał nieopodal przydrożnego nasypu stary krzyż pokutny. Lud okoliczny opowiadał, że postawiono go dawno temu na pamiątkę tragicznej śmierci. Przed ponad 200 laty żył w sitniańskim młynie syn bogatego młynarza. Ludzie mówili o nim „chłopiec z młyna”. Kiedy dorósł i przejął obowiązki ojca, nazywano go Młynarzem z Sitna lub całkiem zwyczajnie Sitmłynarzem. Podobno jednak właściwie nazywał się on Johann Heinrich Rauhold. Był dobry i inteligentny, dlatego też ojciec postanowił go wysłać na naukę. Jak wówczas wielu jemu podobnych stanem dużo podróżował w swojej młodości. Wędrował po Danii, Holandii, Anglii, a przede wszystkim po dużych częściach Niemiec. Nabył cenne umiejętności z zakresu młynarstwa i budownictwa wodnego. Rysował z niezwykłą zręcznością, a następnie z powodzeniem budował według przygotowanych szkiców. Jednak wśród sobie współczesnych znany był głównie ze sztuki lekarskiej. Z dużym powodzeniem składał i leczył złamania kończyn dolnych i górnych oraz przywracał sprawność w przypadku innych uszkodzeń ciała. Był obecny podczas wielu narodzin, często bardzo niebezpiecznych. Jego dom w Sitnie od rana do wieczora był pełen chorych ludzi. Zwykle felczerzy dodatkowo jeszcze przysparzali wiele niepotrzebnego bólu, ale nie Johann, który posiadał nie tylko wiedzę medyczną, ale również nadzwyczajną moc. Jeśli trzeba było złamać źle złożoną rękę lub nogę, czynił to niezwykle starannie. Przy odpowiednim nacisku palców nieszczęśnik odczuwał tylko ból na ułamek sekundy. Łączył on w wysokim stopniu delikatność, skromność i współczucie. Ten, tak niebywale dbający o dobro ogółu człowiek, był także filantropem i człowiekiem wielkiej pobożności. Oprócz biblii czytał ludziom pisma lekarzy, powszechnie uznanych za autorytety, wydając o nich trafne opinie. Setkom ubogim darował nie tylko pieniądze przeznaczone na leczenie, ale także często wspierał ich ze swoich zapasów. Tyle mówi podanie. Tradycja miejscowa dopowiada, że gdy raz naprawiano jeden z domów w Ścinawie, pewien pomocnik mistrza murarskiego spadł z dachu i potrzebował natychmiastowej pomocy. Wezwano wtedy medyka z Sitna. Tymczasem był on już wówczas bardzo stary i chory, ale mimo to, jak zawsze, nie odmawiał nikomu. Tak było i tym razem. Na drodze spotkał grupkę mieszkańców z sąsiedniej wsi, powracających ze ścinawskiej karczmy. W pewnej chwili doszło między młodymi do prawdziwej bitwy. Jeden z wyrostków zamachnął się na kolegę, jednak ów zdołał się usunąć, a rzucony kamień trafił ostatecznie w głowę sitniańskiego znachora i śmiertelnie go zranił. Na cmentarz przy kościele w Parszowicach przyszły rzesze ludzi, by go pożegnać. Jego zabójca, zgodnie z prawem, został skazany na śmierć. Rychło ścięto mu głowę na ścinawskim rynku. Dopiero później, bo na początku XIX wieku, umieszczono w miejscu zbrodni kamienny krzyż. Wykuto go z rzadko spotykanej skały, sjenitu, a na nim wyryto inicjały J.H.R. i datę 1796. Z biegiem lat krzyż zagłębiał się coraz bardziej w ziemię. Wykute cyfry i napisy zwietrzały i stały się nieczytelne. Podczas prac regulacyjnych na Zimnicy został on zasypany piachem i obecnie wszelki słuch po nim zaginął. „Legendy Ziemi Ścinawskiej” autorstwa Antoni Merty. Rysunki wykonała Karolina Grochowicz ze Ścinawy.