Opowieści o ludziach: Nie ma cwaniaka… Blogi Ciekawostki Kultura i sztuka Lubin Tadziu Stojek Wiadomości by rs - 24 stycznia 202124 stycznia 20210 Udostępnij6 6UdostępnieniaJanusz chciał przeskoczyć samego siebie. Tak przynajmniej mówią jego znajomi. Przyjaciół już dzisiaj nie ma. Bo kto by się przyznał do przyjaźni z facetem, który wykręcił wszystkich i zniknął gdzieś w świecie, kto? Nikt przecież nie wie, gdzie naprawdę pojechał. Ot, ktoś go widział w Budapeszcie, ktoś inny w Salonikach, a jeszcze inny w Rzymie. Po prostu tuła się po Europie. Niegdyś natomiast ludzie chcieli się z nim kolegować. Tak mu dobrze z oczu patrzyło. Poza tym zawsze miał pieniądze. Wiadomo, obrotny był i często handlował. Dobrze handlował. Grał o wysokie stawki. Taki tam handel międzynarodowy. Polegało to na tym, że jeździł do Berlina Zachodniego (wtedy jeszcze były dwa państwa niemieckie) po towar, a potem opylał go na lubińskim targowisku, które mieściło się wówczas na ulicy Tysiąclecia (dawnej Szerokiej) blisko domu towarowego. I jakoś szło. Później przyszły dla Janusza jeszcze bardziej radosne czasy. Najpierw postanowił zrezygnować z wypraw po towar, a potem uznał, że czas najwyższy pożyć na konto kolegów. Pierwszym ruchem w tym względzie było wypożyczenie sobie żony Adama (kumpla, z którym jeździł do Berlina).Transakcja ta posiadała charakter jednostronny, czyli Adam do dzisiaj nie wie, jak to się stało. Janusz z Mariolą spakowali się i pojechali. Ale wcześniej zapożyczyli się u wszystkich możliwych znajomków. Od Sławka wzięli 1000 dolarów, od Zofii 100 milionów złotych, od Marii 450 marek niemieckich… Pozostawili wielu wierzycieli. Ludzie im dawali pieniądze, gdyż nic nie wskazywało na ich ucieczkę, oszustwo. Mówili, że jadą do Wiednia na handel. Poza tym zawsze oddawali. Nie było więc powodu, by im nie wierzyć. Nikt jeszcze wtedy nie wiedział, że już razem kombinują. On miał dziewczynę, ona męża i… Tak sobie pojechali. Wierzyciele jednak są pewni, że prędzej czy później wrócą. -Nie ma cwaniaka – mówi Sławek. – Przecież musi wpaść przynajmniej na grób ojca, skoro nie był na pogrzebie… Janusz najprawdopodobniej nie wie, że jego ojciec nie żyje. A to już minęło pół roku, gdy starszy pan umarł na zawał serca. Ludzie mówią, że pewnie serce nie wytrzymało wstydu za syna. Po prostu pękło z bólu. A Janusz bawił przez te pół roku gdzieś tam w innych krajach. -Prędzej czy później dowie się o śmierci ojca i wróci – powtarza Sławek. – Zobaczysz, że wróci. A wtedy pozamiatamy go dokładnie. Policzymy wszystko z procentem… Mariola zostawiła męża z synkiem i tez pewnie zatęskni. – Tak sobie tłumacza wierzyciele. Minęła już panika. Czekają spokojnie. Niektórzy liczą na to, że Janusza gdzieś tam aresztują, a następnie deportują do kraju. Nikt przecież nie wierzy, że ta parszywa para żyje teraz uczciwie. Na pewno wykręcają – tam w Europie – takich jak oni frajerów. Dlatego muszą wpaść… Adam nie chce rozmawiać. Mówi tylko, że taki numer, jaki wykręciła Mariola, nigdy nie przyszedłby mu do głowy. On nie chce, żeby wracali. Po co? – Syna i tak już nie odda. A te pieniądze? – Niech sobie wezmą. Niech się udławią. On już położył na żonie krzyżyk. I nie zamierza się mścić. Po prostu wymazał ja z pamięci. A Janusz? – Niech sobie żyje. Tylko niech mu nie wchodzi więcej w drogę. Matka Janusza mało mówi, tylko płacze. Życie straciło dla niej sens. Myśli jedynie o tym, by jak najszybciej pochowano ją obok męża. – A Janusz, jej dziecko jedyne? – Odwraca się szybko. Łzy nie pozwalają jej dalej mówić. A czas płynie. Janusz przeskoczył granice przyzwoitości. Mariola zgubiła swój świat. Kiedy to do nich dotrze? Nikt nie wie. I już. Tadeusz Stojek PS. Imiona bohaterów tej opowieści zostały zmienione. O autorze: Tadeusz Stojek. artysta, dziennikarz, pedagog, animator kultury i współtwórca Fabryki Kultury, który pracował w Lubinie z młodzieżą i organizował imprezy kulturalne. Zmarł w wieku 52 lat. Dzięki Tadeuszowi Stojkowi w mieście rozpoczęło działalność Stowarzyszenie Na Rzecz Inicjatyw Kulturotwórczych i Wychowania przez Sztukę „Zejdź z ulicy”. Znalazł młodych ludzi zafascynowanych teatrem i uczył ich sztuki aktorskiej. Na tej bazie powstał Teatr Świerszcz oraz Kabaret Szemrany. Sztuka wyszła na ulicę i od czasu do czasu w Lubinie można było spotkać mimów i obejrzeć happening, zorganizowany przez grupę podopiecznych Tadeusza Stojka. Regularnie pokazywane były programy Kabaretu Szemranego. Siłą napędową obu inicjatyw był Tadeusz Stojek, którego już nie ma. (…)Wiele osób wiązało uzasadnione nadzieje, że Tadeusz Stojek, jako Ojciec Duchowy lubińskiej kultury niezależnej poprowadzi w inny wymiar miejscowych artystów, twórców, organizatorów kultury i ich sojuszników…Niestety, wielki żal ogarnął tych, co pragnęli czynnie uczestniczyć w tej wędrówce… Tadeusz udowodnił, że nawet w skrajnie trudnych warunkach zewnętrznych można realizować wielkie projekty i porywać za sobą nie tylko młodzież. Jego projekt społeczno-kulturalny Fabryki zawierający m.in. koncepcję odrodzenia Teatru Świerszcz przyczyniał się do budowania kapitału społecznego w Lubinie oraz stwarzał możliwości realnego integrowania lokalnego środowiska kultury.(…) Andrzej Ossowski (2011r.) 6Udostępnienia6