Podczas epidemii koronawirusa zawał serca nie może czekać

Udostępnij

Polskie Towarzystwo Kardiologiczne zabrało głos i mówi głośno i wyraźnie – Podczas epidemii koronawirusa zawał serca nie może czekać, a choroby kardiologiczne trzeba leczyć chociaż ludzie zwyczajnie boją się szpitali, bo jest to miejsce, które kojarzy się dzisiaj głównie z COVID-19

Mamy rzeczywistość koronawirusa. COVID-19 jest chorobą, której boją się wszyscy. Strach przed nią często powoduje, że objawy innych chorób są przez nas bagatelizowane. Paraliżuje nasze działania i powoduje, że nie reagujemy w taki sposób, jak byśmy to zrobili normalnie, w czasach przed pandemią. Takim działaniem, a w zasadzie jego brakiem, możemy narazić swoje życie. I nie z powodu koronawirusa, a innej poważnej choroby.

I tak w Polsce rocznie stwierdza się około 40 tys. zawałów mięśnia sercowego i 30 tys. przypadków tak zwanej niestabilnej choroby wieńcowej leczonej zabiegowo w trybie pilnym. Zatem widać, że jest to poważny problem zdrowotny dotykający nas bardzo często. Tutaj ważna jest szybka reakcja. „Jeśli ból w klatce piersiowej trwa 20-30 minut należy koniecznie wezwać Pogotowie Ratunkowe. Nawet, jeśli silny ból wystąpi pierwszy raz w życiu, nie wolno go bagatelizować. Trzeba wezwać karetkę.” – mówi dr hab. n.med. Joanna Jaroch – lekarz kierujący Oddziałem Kardiologii DSS im. T. Marciniaka – Centrum Medycyny Ratunkowej we Wrocławiu.

W dobie epidemii SARS-CoV-2 liczba zabiegów kardiologicznych przeprowadzanych w Szpitalu im. Marciniaka zmniejszyła się dramatycznie. W marcu 2019 w szpitalu leczono 40 chorych z zawałem serca, w marcu br. – 25, czyli 40% mniej, o 80 % zmniejszyła się liczba chorych, którym wszczepiono sztuczny rozrusznik serca. Nie wynika to z przyczyn klinicznych, a z obawy pacjentów przed zakażeniem koronawirusem. Widać to na tutejszym oddziale kardiologii. Zauważalna jest mniejsza ilość pacjentów, co dotyczy również przyjęć planowanych. Personel oddziału ustalając terminy zabiegów często słyszy od pacjenta odmowę stawienia się w szpitalu. Chorzy proszą o odroczenie terminu na czas po epidemii. Tymczasem wskazania do tych zabiegów pozostają niezmienne. To bardzo niepokojące. W takiej sytuacji widać potrzebę propagowania informacji, że oddział działa normalnie. Oczywiście są wprowadzone szczególne procedury bezpieczeństwa związane z COVID-19. To wszystko z myślą, by pacjenci kardiologiczni mogli być leczeni i by byli zabezpieczeni w zakresie swoich schorzeń. Cały personel i oddział funkcjonują, są gotowi do świadczenia wszystkich usług jak przed epidemią.

„My chcemy głośno o tym powiedzieć. Podkreślić jak niebezpieczny dla zdrowia i życia jest brak reakcji na dolegliwości kardiologiczne. Ryzyko wystąpienia groźnych powikłań jest w przypadku nagłych incydentów sercowo-naczyniowych znacznie większe niż w przypadku zakażenia koronawirusem. Nie stawiając się do szpitala, nie wzywając pogotowia narażamy swoje życie. Dlatego apelujemy o rozsądek i nie bagatelizowanie objawów.”- mówi wicemarszałek Marcin Krzyżanowski.

Top